Na razie trafiają
się od czasu do czasu, ale nie jest
wykluczone, że zacznie ich przybywać.
Wówczas usunięcie takich przedmiotów
jeszcze bardziej obciąży budżet lokalny.
Władze miejskie starają się tej sytuacji
zapobiec.
Problemem nie tylko Bystrzycy Klodzkiej
stają się wraki pojazdów pozostawionych
na pastwe losu przez ich dotychczasowych
właścicieli. Zajmują miejsce,
kontrastują z otoczeniem, stwarzają
zagrożenie dla środowiska. W sytuacji,
gdy znany jest ich posiadacz uruchamia
się procedurę administracyjną: albo
zmusza się go do zadbania o swój
majątek, albo na jego koszt dokonuje się
złomowania auta. Gorzej jest, gdy nie da
się ustalić właściciela, wówczas
wszelkie koszty spadają na "gminę". Może
ona otrzymać zwrot 4 tys. zł od każdego
przypadku, nawet, gdyby wyłożyła więcej
pieniędzy na uporządkowanie sytuacji. A
tak bywa.
Burmistrz Bystrzycy Kłodzkiej ma trochę
pretensji do policji, która powinna
okazać się bardziej operatywna, jeśli
chodzi o informowanie jednostek
samorządowych o ujawnionych wrakach, np.
na parkingach. Czas bowiem działa na ich
niekorzyść - musza wydać większą kwotę
za tzw. placowe. Ostatnio zdarzyła się
sytuacja, że z gminnej kasy trzeba było
wydać 6 tys. zł na uregulowanie
rachunku, co oznacza, że straty mają
wartość 2 tys. zł.
Aby zapobiec nieuzasadnionym wydatkom,
na obszarze gminy ujawnianiem pojazdów
porzuconych przez właścicieli zajmuje
się dodatkowo straż miejska. Sa już
przykłady jej stanowczego zadziałania i
uchronienia podatników przed
odpowiedzialnością zbiorową.
Sprzymierzeńcem do namierzania
"zapominalskich" może też okazać się
systematycznie rozbudowywany monitoring
miasta. Uchroni on choćby starówkę przed
wątpliwymi "zabytkami", acz kosztownymi.
Tekst: Bień |