Chuć ma to do siebie, że potrafi
niekiedy dopaść człowieka w najmniej
oczekiwanych sytuacjach. Ponoć
doświadczyła tego nie tak dawno dwójka
bystrzyckich radnych miejskich, którą w
toku miłosnej ekstazy pod chmurką nakryć
miała grupa koleżanek i kolegów oraz
zaproszonych gości uczestniczącyh w
drugiej, towarzyskiej odsłonie gminnej
sesji. O tym skandalu obyczajowym głosno
zrobiło się nie tylko na ziemi
kłodzkiej.
Jak wieść gminna niesie - nikt nie spodziewał się tego,
że uroczysta sesja radnych dwóch
zaprzyjaźnionych ze sobą miast będzie
miała aż tak erotyczny finał. I to ponoć
zdecydowanie lepszy, niż na niejednym
filmie dozwolonym wyłącznie dla osób
pełnoletnich. Wśród m.in. uczestników
samorządowego spotkania, którzy akurat
na tę scenę nadeszli, widoczne było
zażenowanie niezręczną sytuacją.
Pod koniec czerwca br. władze lokalne Bystrzycy
Kłodzkiej zaprosiły do siebie
samorządowców z wielkopolskiego
Kaźmierza, z którym od wielu lat
utrzymywane są partnerskie kontakty.
Podsumowanie piętnastoletnich zwiąsków
stało się przyczynkiem do zorganizowania
uroczystej sesji pełnej "achów" i
"ochów" na tę okazję. Oczywiście,
partnerstwo zostało przedłużone na
dalszy okres. Tym bardziej więc była
argumentacja do pofetowania tego faktu.
Tak swoi, jak i przybyli radni oraz co
niektórzy pracownicy Urzędu Miasta i
Gminy znaleźli się w jednym z obiektów w
Długopolu, gdzie nastąpiła tzw. część
artystyczna. Alkoholowy toast gonił
następny, w efekcie czego szybko
zatracili się ludzie o słabszych głowach
do wypicia. Kursowali między stołem
biesiadnym a terenem zielonym, gdzie
balanga trwała w najlepsze.
- W pewnym momencie, a już pora była wieczorowa, zrobił
się rwetes, bo grupa osób naszła na parę
już niemal uprawiającą seks, a tworzoną
przez bystrzycką radną i jej kolegę
radnego... Oboje byli nietrzeźwi -
relacjonuje jeden z uczestników. - Na
ich widok próbowali czmychnąć, ale szło
im to z trudem. Ktoś chciał zrobić
zdjęcia, jednak pani burmistrz
kategorycznie zabroniła. Zaskoczenie tym
widokiem było kompletne.
Czar towarzyskiego spotkania prysnął jak mydlana bańka.
Za to niedwuznaczna sytuacja stała się
przyczynkiem do sensacji i ploteczek. Z
ust do ust przekazywano sobie wieści,
jak to radny z PSL-u pod upojnym niebem
Długopola splótł sie na dobre z
działaczką PiS-u w "koalicyjnym
układzie". Sprawa nie szła ku
wyciszeniu, wręcz przeciwnie.
Z informacji pozyskanych przez EG wynika, że do
sekretariatu prezesa Prawa i
Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego
oraz do przewodniczącego Komitetu
Wykonawczego PiS Joachima Brudzińskiego
trafiły pisma, skierowane też do
wiadomości posła Waldemara Wiązowskiego
oraz Zarządu Okręgowego PiS, od grupy
członków tej partii w Bystrzycy
Kłodzkiej. Domagają się oni surowego
ukarania podanej z imienia i nazwiska
radnej za jej nieetyczne oraz
nieobyczajne zachowanie w dniu 26
czerwca br. w toku trwania sesji rady
miejskiej, której jest członkiem. Jej i
partnera wyczyn w korespondencji nazywa
się zdegenerowaniem i zezwierzęceniem.
Działacze podkreślają, iż wizerunek PiS
został sprowadzony do rynsztoka.
Indagowany prze znas radny, wymieniany personalnie w
korespondencji, jest mocno obruszony
tym, że pokazuje się go w tak fatalnym
świetle: - Oczywiście, że pamiętam co
robiłem. Najpierw byliśmy w Ponikwie, w
świetlicy, bo tam trwała sesja, a potem
znaleźliśmy się w Długopolu. Faktem
jest, że były tańce i alkoholu było
dużo, ale żeby nas posądzać o takie coś,
to skandal! Zastanawiam się, komu tak na
tym zależy? Musze pomyśleć, co z tym
dalej zrobić.
Niczego do zarzucenia sobie nie ma też
wskazywana imiennie radna, poza jednym:
- Rzeczywiście, nie powinnam wtedy pić
alkoholu. Ale tak wyszło. Natomiast mam
świadków, że nic nieobyczajnego z moim
udziałem się nie działo - zapewnia. -
Trzeba coś najpierw udowodnić, a dopiero
potem o tym mówić. Kobieta zapowiada
sięgnięcie po środki prawne, jeśli
zajdzie taka konieczność, wobec tych,
którzy ją pomawiają.
Prezes Zarządu Powiatowego PSL w Kłodzku Ryszard
Niebieszczański w odniesieniu do
sytuacji, o której wcześniej się
dowiedział, mówi krótko: - Ten pan nie
będzie w naszych szeregach, jeśli
potwierdzi się, że jego zachowanie
okazało się nie tylko uwłaczające, co
skandaliczne...
Paweł Szefermaker, asystent posła
Joachima Brudzińskiego, potwierdza, że
pismo-skarga bystrzyckich działaczy
partii trafiło do rozpatrzenia. -
Obecnie trwają procedury z nim związane.
Trudno mi powiedzieć, kiedy się
zakończą, bo mamy czas urlopów -
podkreśla.
Tymczasem jeden z autorów pisma
oczekuje, że z Warszawy ktoś przyjedzie
do Bystrzycy Klodzkiej, aby na miejscu
poznać całą prawdę.
Ujawnienie okoliczności jest też istotne dla starosty
kłodzkiego. Tak sie składa, że owa
dwójka radnych jest pracownikami jego
urzędu. - Zaprosimy ich na najbliższe
posiedzenie zarządu powiatu, niech się
wypowiedzą - zapewnia wicestarosta Marek
Bogdał. - Później podejmiemy decyzje,
jeśli zajdzie taka konieczność...
Tekst: Bień
KOMENTARZE:
http://bystrzyca.info.pl/forum/viewtopic.php?p=43552#43552
|