STRONA GŁÓWNA    FORUM    KSIĘGA GOŚCI    KONTAKT    LINKI    POGODA 

  O mieście
  Położenie
  Historia
  Zabytki
  Plan miasta
  Ciekawostki
  Znani mieszkańcy
  Bystrzyckie legendy
  Galeria
  Bystrzyca dziś
  Bystrzyca wczoraj
  Bystrzyca nocą
  Powódź 1997
  Turystyka
  Noclegi
  Gastronomia
  Miejscowości
  Kultura
  MGOK
  Biblioteka Publiczna
  Szkoła Muzyczna
  Muzeum Filumenistyczne
  Izba Pamięci Rolnictwa
  Komunikacja
  PKS
  PKP
  Warto zobaczyć
  Śnieżnik
  Maria Śnieżna
  Wodospad Wilczki
  Ogród Bajek
  Autostrada Sudecka
  Pasterskie Skały
  Fort Wilhelma
  Pałac w Gorzanowie
  O serwisie
  Ogólnie
  Podziękowania
  Współpraca
  Nasze bannery
  Statystyki

 
 
 
 
 Pasterskie Skały
 

Te niezwykłe skały zbudowane są ze zlepieńca górnokredowego. Ich nazwa pochodzi od pasterzy, którzy według legendy wzgardzili chlebem. Spod malowniczych skał roztacza się widok na Rów Górnej Nysy. Aby dotrzeć do skałek, trzeba kierować się z Bystrzycy Kłodzkiej na Przełęcz Puchaczówka. Za ostatnim przystankiem PKS w Idzikowie skręcamy w lewo udając się ku wsi Kamienna. Po około 5-10 min marszu widzimy po lewej stronie skałki.

 
LEGENDA PASTERSKICH SKAŁ 
W dawnych czasach w każdej wiosce był zawodowy pasterz, zawód ten przechodził z ojca na syna. W Idzikowie zawodowym pasterzem, w tych zamierzchłych czasach, o których mówi legenda, był stary Maciek, który miał trzech dorodnych i silnych synów. Maciek postanowił, że musi ich przyuczać powoli do zawodu, bo on już stary, a i siły zaczeły go opuszczać. Pewnego dnia powiedział do swoich synów, że się źle czuje i aby oni sami wypędzili bydło, owce, konie i trzody na pastwisko. Bracia czuli się tym zawiedzeni, bo zamiast mieć czas wolnv dla siebie, muszą zająć się przez cały dzień pracą. Był taki zwyczaj, że każdego dnia inny gospodarz szykował jedzenie dla pasterza. W dniu ich pracy wypadł akurat post. Gospodarz, na którego wypadł dzień dania żywności pasterzowi dał im sakwę z jedzeniem i piciem. Oni do niej nie zaglądali, bo przecież nie wypadało. Gdy ze wsi zebrali już wszystką zwierzynę, udali się na pastwisko. Przodem szli dwaj starsi bracia, a pochód zamykał najmłodszy brat ze swoim ulubionym pieskiem Rozbojem. Cale stado szło w dobrym porządku, dopóki szli po równej powierzchni, ale gdy zaczeli podchodzić pod górę, okazało się, że jeden duży baran, trochę kulawy zaczyna odstawać od stada. Wtedy to młodszy brat zaczął go popędzać, ale gdy inne sztuki zaczęły się rozchodzić na boki, nie mógł sobie razem z Rozbojem poradzić. Wpadł w złość. Pomyślal, że jak potrzepie baranem, to on na pewno zmieni swoje postępowanie. Dopadł do barana, chwycił za długą sierść i zaczął go szarpać. Baran się przestraszył i szarpnął. Ręce chłopca zaplątały się w wełnie i wpadł na barana. Baran poczuwszy obciążenie zaczął szybko doganiać stado, a nawet je minął. Starsi bracia zobaczyli jak ich młodszy brat jedzie na baranie, a Rozbój szczekaniem jego popędza. Doszli do wniosku, że oni też chcą pojeździć na baranie. I tak bracia zaczeli zrzucać jeden drugiego i ujeżdżać barana, aż zajechali go na śmierć. Bracia wystraszyli się, bo co powiedzą oraczom - rolnikom, których mieli za gorszych od siebie, bo tamci musieli robić przy oborniku, orać, siać i jeszcze tym się dzielić z księdzem, panem oraz nimi, czyli pasterzami. Po namyśle doszli do wniosku, że najlepiej będzie jak powiedzą, że wilki napadły na stado i zagryzły barana. Trzeba było jakoś spreparować skórę, aby wyglądała jakby ją naprawdę wilki poszarpały. Gdy stado już zapędzili na pastwisko, gdzie miało się paść, sami zajęli się baranem. Nazbierali chrustu, rozpalili ognisko, oskórowali barana a skórę potargali, wymazali krwią i wybrudzili ziemią. Barana po kawałku piekli i jedli. Gdy najedli się do syta odpoczywali, a gdy odpoczęli, dalej piekli i jedli. Nawet Rozbój pojadł gorszego mięsa oraz kości. Kiedy zbliżała się pora powrotu stada do wieczornego udoju, postanowili, że trzeba zobaczyć, co im gospodarz dyżurny dał na całodzienny posiłek. Otworzyli sakwę i zobaczyli, że w biale chusty były okręcone tylko trzy podpłomyki, bez niczego więcej. Przypomnieli sobie, że jest to przecież dzień postu, ale nie zrobiło to na nich żadnego wrażenia. Najstarszy z braci wziął swój podpłomyk w dwa palce, tak jak oszczepnik bierze oszczep i puścił przed siebie między bydło. Średni, swój podpłomyk wziął nachwytem jak dyskobol dysk i z pod ramienia puścił w trawę między bydło. Najmłodszy z braci przykucnął ze swoim podpłomykiem i chciał go dać psu, ale ten nawet go nie powąchał. Był już syty po mięsie i kościach. Tak więc jak był pochylony, tak kopnął swój podpłomyk miedzy stado. 
Nagłe zagrzmiało, lunął rzęsisty deszcz, a mgła okryła całe pastwisko. Gdy deszcz przestał padać a opary mgły się podniosły, widać było samotnie pasące się stado oraz dziwne samotne skały, których wcześniej nigdy nie było. 
Gdy synów ze stadem o określonej porze nie było, ojciec zdenerwowany udał się na pastwisko. Myślał, że synowie się bawią lub gdzieś w zacisznym szałasie śpią. Kiedy przyszedł na pastwisko i zaczął ich wołać, nie usłyszał dobrze mu znanych głosów swoich synów. Zobaczył tylko samotnie pasące się stado oraz dziwne skały. Podszedł bliżej i zobaczył, że ta najwyższa podobna jest do oszczepnika, trochę niższa do dyskobola, trzecia do piłkarza, który w przysiadzie kopie piłkę, a czwarta najmniejsza do śpiącego, zwiniętego w kłębuszek psa. Gorzko zapłakał stary Maciek po stracie swoich synów, bo zrozumiał, że to jego synowie zostali zamienieni w skały, 
Morał z tego jest taki: Kto nie przestrzega postu, a jeszcze poniewiera darem bożym tj. chlebem, ten będzie ukarany.
 
 

Kliknij na zdjęcie, aby powiększyć

 

Legenda: Głaz Włodzimierz, Foto: Tomasz Dereń

 
 

Copyright © by 2002 - 2008 Tomasz Dereń